Njima Dakpa Rinpocze, Borków 2008 r
Nie jest to ostateczny plan, ale przegląd struktury i celów Instytutu, będziemy go tak na razie nazywać, dopóki nie znajdę odpowiedniej nazwy odzwierciedlającej naszą działalność. Możemy wyróżnić trzy główne obszary działalności, na którym się skupimy: pierwszą: kwestie religijne i duchowe, drugą: tybetańską kulturę i historię, i trzecią: naukę tybetańską.
Pierwszy rodzaj działalności będzie polegać na zapraszaniu nauczycieli takich jak lamowie, gesze, tulku i inni szanowani i wykwalifikowani przedstawiciele Bon. Gesze na przykład to osoba, która ukończyła studia, zdała egzamin i posiada tytuł gesze, i w związku z tym jest wykształcona i posiada kwalifikacje. Ale jednocześnie wszyscy lamowie, gesze lub tulku nie potrafią w tym samym stopniu uczyć i prowadzić innych. W moim rozumieniu szanowana osoba o wielkich umiejętnościach może wcale nie posiadać żadnego tytułu. Osoba taka powinna mieć wiedzę wewnętrzną i zdolność uczenia, prowadzenia i objaśniania tekstów bez ich zmieniania lub zniekształcania. Osoba taka powinna także być połączona ze źródłem linii przekazywanych nauk. Szanowany nauczyciel wykazuje cechy charakteru i zachowuje się wobec swoich uczniów jako godny następca Buddy Tonpy Szenraba, Njame Szierab Dzialtsenemi bezpośrednie połączenie z Jego Świątobliwością, Jongdzinem Rinpocze, od którego my wszyscy otrzymaliśmy nauki. Nauczyciel powinien zachowywać się jako model nauk Bon dla swoich uczniów, i nie wykraczać poza granice określone przez Tonpę Szenraba. Taki w moim przekonaniu powinien być wykwalifikowany, szanowany i znany nauczyciel.
Kiedy już wybierzemy osobę, która ma przyjechać, musimy przygotować program i tematy nauk, które będą przekazywane. Dlatego zasadnicze znaczenie ma zbudowanie fazowej struktury nauczania. Na początku należy się uczyć podstawowych rzeczy, a potem bardziej zaawansowanych. Można robić na odwrót, ale ryzykuje się brak zrozumienia lub właściwej reakcji ze strony uczniów. Podróżowałem wiele po świecie, i uczyłem nie tylko społeczności Bonpo, ale także różne grupy buddystów. Czasem ludzie chwalili się otrzymaniem ezoterycznych nauk od lamy, ale po 20 latach praktyki wracali do podstaw. Winę ponoszą tu nie oni, lecz nauczyciel, który nie przestrzegał zasady stopniowego rozwoju uczniów.
Z tych względów uważam, że przed rozpoczęciem jakichkolwiek nauk ważne jest uzyskanie ogólnej orientacji i jasnego wprowadzenia do historii i praktyki Bon. Powinno się przekazywać podstawową wiedzę o dziewięciu ścieżkach Bon. W ten sposób początkujący uzyskają wgląd w wiedzę Bon i ideę stopniowego zaangażowania.
Następnie można rozpocząć praktykę wstępną. Przeciętnie każdy, kto przeszedł praktyki wstępne, powinien wykonać 900 000 praktyk, chyba, że jest do tego fizycznie niezdolny. Nie musi to wcale zabrać wielu lat, dobrze zorganizowane i ułatwione praktyki może ukończyć w sto dni.
Po przejściu praktyk wstępnych, można zacząć nauczanie poła. Odbywa się rygorystyczną praktykę przez tydzień aż do osiągnięcia wyniku, znaku perfekcji. Można także ująć tutaj nauki bar do i wiążące się z tym możliwości.
Dopiero potem można rozpocząć praktyki umysłu sem ti w celu zrozumienia własnej natury umysłu, z wykorzystaniem przedmiotu, lub bez niego. Po otrzymaniu instrukcji, uczeń powinien odbywać sesje praktyki przez tydzień lub dwa i zgłaszać mistrzowi swoje odczucia i osiągnięte wyniki. Po praktyce wstępnej uczeń uzyskuje pojęcie o naturze umysłu i może stopniowo wchodzić coraz głębiej i przejść do bardziej zaawansowanych nauk dzog czen lub ezoterycznych. Rozwój zależy w dużym stopniu od praktykującego, od regularności i kontynuacji praktyki.
Drugim krokiem są nauki ezoteryczne (tajemne, tantra w Sanskrycie), oznaczające ogólne wprowadzenie do czterech części, poglądu ta ła, medytacji i działania (charakterystyczne zachowanie). Po uzyskaniu ogólnego pojęcia i przygotowania, można skupić się na konkretnym bóstwie [jidam] lub tekście. Źródło dla uzyskania głębszego wglądu wybiera się w zależności od uwarunkowań kulturowych i społecznych, jako część dziewięciu ścieżek.
Następny etap to dzog czen. Sam termin dzog czen ma wiele znaczeń i definicji, jako system i jako praktyka, i można go ogólnie podzielić na trzy części: a tí, njin dziu i dzog czen, w zależności od mistrza i linii przekazu. Są to trzy główne źródła, o których należy posiąść ogólną wiedzę, a następnie skupić się na jednym z nich. Będziemy korzystać ze ścieżki teg pa (dziewięć ścieżek Bon), i zajmować głównie praktykami – odosobnienie w ciemności, praktyka w słońcu lub patrzenie w niebo. Uczniowie będą odkrywać poszczególne praktyki wykonując je osobiście, a nie tylko otrzymując nauki z linii przekazu.
W zaawansowanych praktykach dzog czen ćwiczy się tsa lung i trul kor. Tsa lung oparty jest na czakrach, kanałach energetycznych i przepływie energii w ciele, można go także połączyć z naukami tantrycznymi. Trul kor polega na praktykowaniu systemu tsa i lung, i wykonywaniu ćwiczeń oddechowych i fizycznych, co w dosłownym tłumaczeniu brzmi “magiczna wola”, ale faktycznie oznacza “ćwiczenia fizyczne”. Nauki i praktyka mają też aspekt duchowy lub religijny. Są to trzy poziomu nauk. Dziewięć ścieżek Bon można zaklasyfikować jako chi nah sang sung lub do nah sem sung, w zależności od poziomu istotowości.
Skupię się na ogólnych ramach, ale oczywiście będziemy prowadzić inne inicjacje, praktyki i nauki. Każdy, kto chce przystąpić do Instytutu, nawet jeżeli nie jest oddanym praktykującym, będzie musiał przejść pełen kurs, od praktyk wstępnych do zaawansowanych, w celu uzyskania ogólnej wiedzy o istocie Bon. Tak więc moim celem jest wykształcenie naldzior pa w Polsce, czyli pierwsze polskie tęczowe ciało (ciało światła) w historii Bon. Nie ma powodu, dla którego nie miałoby się to udać. Trzeba zgromadzić wystarczająco zasług lub dobrej karmy, mieć odpowiedniego nauczyciela, poświęcić czas i zaangażować się w praktykę, osiągnąć prawdziwe zrozumienie praktyki i pełną z nią integrację.
Moim marzeniem jest stworzenie kraju naldzior pa [praktykujących osób świeckich] z jednej strony, a z drugiej kraju, w którym sanga Bon posiadająca rzetelną wiedzę szerzy tradycję tybetańską dla korzyści przyszłych pokoleń. Tak widziałbym rdzeń Instytutu. Zewnętrzna działalność Instytutu będzie obejmować fizyczne kontakty i powiązania oraz organizację zewnętrznej infrastruktury dla praktykujących Bon, oraz innych osób zainteresowanych studiami nad Bon.
Chciałbym, aby Instytut posiadał bogate i różnorodne zbiory biblioteczne, w tym audiowizualne, w języku angielskim i tybetańskim, głównie z zakresu kan dziur, czyli ustnych nauk Tonpy Szenraba, oraz ten dziur, czyli komentarzy do nauk Tonpy Szenraba, napisanych przez sławnych wielkich mistrzów Bon. Ja zajmę się zbieraniem informacji. Możemy nawiązywać kontakty, szukać odpowiednich osób i sposobów. Ponieważ nie mamy środków finansowych, każdy musi zdobyć się na wysiłek w tym zakresie. Uwarunkowania zewnętrzne wiążą się bardziej ze światem zewnętrznym, a nie wewnętrznym.
Powinniśmy także zaoferować możliwość studiowania języka tybetańskiego. Głównym celem takich studiów nie byłoby uzyskanie umiejętności komunikacji w języku tybetańskim, żeby porozumiewać się w podróży po Tybecie. Chodziłoby o wykształcenie polskich praktykujących tak, aby nabyli umiejętności czytania i pisania w języku tybetańskim, i mogli czytać oryginalne teksty, rozumieć je, badać i przetłumaczyć.
Część naukowa to pięć nauk Tybetu. Myślę głównie o uczeniu astrologii i astronomii, obszernego tematu z licznymi kategoriami, których nie będę tu wymieniał. Pięć nauk obejmuje także poezję i gramatykę na poziomie akademickim. Jeden z nich tozbiór zasad tłumaczenia, na przykład z sanskrytu na tybetański. Następneto astrologia i astronomia, gramatyka, forma sztuki i ruchów ciała lub przedstawienia, aspekt bardziej kulturalny.
Taka byłaby ogólna wizja celów Instytutu. Wracając do spraw praktycznych, Instytut będzie potrzebował specjalnego miejsca zarezerwowanego dla praktykujących. Ponadto moglibyśmy mieć w Instytucie takie miejsce dla społeczności, wokół pomieszczeń dla praktykujących, jak wioska otaczająca klasztor, gdzie ludzie mogliby spędzać trochę czasu w razie potrzeby. Jestem ciekaw, czy dałoby się zorganizować takie miejsce, wspólnym wysiłkiem, w przyjaznej atmosferze i z prawdziwą dobrą intencją. Jeżeli się zaangażujecie, i poświęcicie swój czas i energię, lub cokolwiek innego, co chcecie dać, sprawicie, że to się stanie, ziarno zostanie zasiane i wzejdzie. Chcę, żebyście uczestniczyli nie pod przymusem lub z poczucia obowiązku, ale z pełną wolą, dobrą intencją i pozytywną energią, tak, aby wszyscy mogli na tym skorzystać. Ufam, że jeżeli będziemy mieli mocne postanowienie, prędzej czy później uda się nam. Czuję także, że wkrótce znajdziemy wspaniałe miejsce. Jednak samo miejsce nie zadziała, musimy wszyscy razem pracować w dobrej wierze.
Wiecie, kiedy yon tse rinpocze przyjechał po raz pierwszy do Dolandżi, rosła tam tylko dżungla i nikt nie chciał tam mieszkać. Miejsce wyglądało na zapomniane przez świat. Ale on znalazł ziemię, założył społeczność Bonpo, został wybrany na przywódcę duchowego przez jego świątobliwość, i stworzył wszystko z niczego, a na skale, którą porastały tylko dzikie krzewy, zbudował domy, stupy, klasztory itd. Dzisiejsza wioska w niczym nie przypomina miejsca sprzed czterdziestu lat. I wszystko bez środków finansowych. Ludzie na Zachodzie robią wszystko w bardzo zorganizowany sposób, zwołują spotkania, ustalają plan i budżet, a potem następuje realizacja. Nasz system jest inny, robimy rzeczy stopniowo krok po kroku.
To samo zdarzyło się w Nepalu, kiedy w 1986 Rinpocze znalazł ziemię, wszyscy mówili, że stoki są zbyt strome, i że nie da się na nich nic zbudować. Dziś w klasztorze 100 mnichów mieszka, studiuje i kończy nauki. Moje własne doświadczenie: przy zakładaniu BCH rozpoczęliśmy od ziemi niczyjej z pustymi rękami i bez środków, ale szliśmy do przodu, i teraz mieszka tam ponad 300 dzieci, i brakuje nam miejsca. Widzicie więc, że wspólnym wysiłkiem i przy ludzkim wsparciu można budować rzeczy, które nas przeżyją i będą trwać tak długo, jak sam kraj. Budujemy naszą polską sangę na przyszłość, nie spieszymy się, aby ukończyć w określonym czasie, ale jesteśmy zdecydowani pracować dalej, aby nasze marzenia się urzeczywistniły.
Taka jest moja wizja. Podzielcie się proszę moimi słowami z ludźmi, którym ufacie, i którzy są prawdziwie zainteresowani, wyjaśnijcie marzenie i nadzieję Rinpocze i przyjmijcie wszystkich, którzy chcieliby uczestniczyć. Musimy się także przygotować na wyzwania, które mogą nas czekać w związku z okolicznościami i celami do zdobycia, ale także być może z powodu błędnych interpretacji lub braku zrozumienia ze strony innych ludzi. Poziom ludzkiego zrozumienia może być bardzo różny, tak jak ich zachowania i nastawienia. Mogą czasem przeszkadzać nam w osiągnięciu naszego długoterminowego celu, ale musimy znaleźć siłę i szczęście w kontynuowaniu naszej pracy. Proszę nie stawajcie w opozycji, ani nie sprzeczajcie się, tylko spokojnie idźcie dalej swoją ścieżką.
Njima Dakpa Rinpocze, Borków 2008 r. , tł. Elzbieta Glaser-Schuhl